Spóźniona Klubowa Majówka czyli Chorwacja 2020.

               Na nasz tradycyjny rejs majowy wyjechaliśmy trochę nietypowo bo 26 września. Ale wszyscy wiemy dlaczego. Jachty odebraliśmy w Marinie Punat i tam przenocowaliśmy zmęczeni po podróży.

                   W niedzielę wypłynęliśmy do Rabu. Dobiliśmy do przystani i po krótkim czasie zaczęło padać. Lało do północy a w oddali było widać błyskawice i słychać grzmoty. Rano zostały tylko kałuże. Wyszliśmy na zwiedzanie miasta. Tak nas zauroczyło pięknymi zabytkami i atmosferą, że postanowiliśmy zostać jeszcze jedną noc. Obiad, zakupy i popołudniowy spacer nadmorską promenadą był wspaniałym przeżyciem. Późnym popołudniem „zaparkowali” koło nas żeglarze z  Bolesławca na 5 jachtach. Było wesoło.

             Wypłynęliśmy skoro świt o 9, z planem dopłynięcia do Osoru. Wiatr nie był za silny i płynęliśmy trochę pod żaglami trochę na silniku. Stawianie i zrzucanie żagli opanowaliśmy prawie do perfekcji robiąc to wielokrotnie. Słoneczko wynagradzało nam ten wysiłek, było plażowanie na pokładzie i utrwalanie letniej opalenizny. Płynąc zatoczką do Osoru zauroczyła nas kamienista plaża i stojąc na kotwicy popłynęliśmy do niej wpław. Temperatura wody nie była wyższa niż woda Bałtyku latem. Ale i tak było przyjemnie. Po przyjrzeniu się dokładnie mapie stwierdziliśmy, że dla naszej łodzi jest tam za płytko, a niestety locji nie mieliśmy (to chyba jedyny mankament w wyposażeniu jachtu). Chcieliśmy popłynąć na Mali Losin, ale przy kanale sytuacja się powtórzyła. Nie podjęliśmy ryzyka przejścia. Zaczęliśmy szukać jakiejś zatoczki do stanięcia na kotwicy. Po tej stronie wyspy nie znaleźliśmy niczego ciekawego. Po opłynięciu  cypla tuż przed zachodem słońca stanęliśmy w bardzo sympatycznej zatoczce na bojce.

           Rano wypłynęliśmy w stronę Cresu. Sytuacja z pogodą się powtórzyła, po południu zrobiło się trochę zimniej. Po zacumowaniu wyszliśmy zwiedzać miasto. Jest niewielkie, więc zobaczyliśmy prawie wszystko. Zrobiliśmy także zakupy. Późnym popołudniem spotkaliśmy dwie nasze załogi klubowe. W małej portowej knajpce było snucie opowieści i wymiana wrażeń.

          Wypływamy po śniadaniu do Punatu. Nasz pomysł jest taki, aby przenocować w tej marinie a jutro samochodami podjechać do Krku i go zwiedzić. Późnym popołudniem spacerujemy po Punacie. Miasteczko jest bardzo urokliwe. Ciemną nocą ok. 21 wracamy na jacht.

           To już ostatni dzień rejsu. Wypływamy do Krku aby zatankować, bo w marinie nie ma stacji paliw. Chcemy przy okazji zwiedzić miasto. Od rana wieje porywisty wiatr, na otwartej przestrzeni fala jest dość wysoka. Idziemy z wiatrem z backsztagu na samym foku, a i tak mamy dobrą prędkość. Tankowanie przebiega bez problemów i jesteśmy pozytywnie zdziwieni małą ilością zużytego paliwa. Robimy podchody aby stanąć przy miejskiej kei, ale wiatr dopychający i duża fala utrudniają całą operację. Uznaliśmy za zbędne ryzyko dobijanie do betonowego nabrzeża i wracamy do Punatu. Przygotowujemy jacht do zdania. Trochę to się przeciąga więc dziewczyny jadą do Krku, a męska część załogi czeka na jachcie. Czek jest bezproblemowy i dołączamy do reszty załogi. Zwiedzamy wspólnie to piękne zabytkowe miasteczko. Idziemy całą załoga na kolację a po niej jeszcze nocne zwiedzanie. Wracamy na jacht i spędzamy ostatni wieczór  na wspomnieniach z rejsu i planowaniu rejsu po Mazurach.

              Moja załoga wróciła zadowolona. Mieliśmy bardzo zróżnicowaną pogodę:flautę, silny wiatr, słońce, deszcz i burze w oddali. Jedną z atrakcji pływania po sezonie miały być łatwo dostępne owoce i warzywa. I tu się zawiedliśmy. Większość zabytków też była zamknięta. Szkoda.

Do zobaczenia na następnym rejsie.

Władek Czyżowicz